Solowy podbieg przedświąteczny plus mała przebieżka po grzbiecie. Okazało się, że szlak na odcinku “wertykalnym” został zniwelowany przez maszynę (powstała też nowa droga w bok); spulchniona w ten sposób i na dodatek niezmrożona ziemia nie dawała butom optymalnego oparcia.
Trudno to racjonalnie wyjaśnić, ale niespodziewanie pobiłem na palenickiej trasie swój tegoroczny rekord.
Zdjęcia brak, bo padła mi bateria w telefonie.
Sebastian
